|
Archiwum
Zakładki:
Tagi
>
|
poniedziałek, 01 marca 2010
Krzyś na chorobowym
Jednak łażenie po kałużach nie służy nawet najbardziej odpornym dzieciom. Krzyś się przeziębił i znów mieliśmy przewalony weekend, ale przy okazji Mirek słusznie zauważył, że dziecko nam urosło: w modnej piżamie wygląda bez mała jak przedszkolak na chorobowym. Druga fajna wiadomość jest taka, że syn zaczął mówić. Oczywiście nie z dnia na dzień, a mniej więcej od miesiąca, ale liczba słów i fraz przyrasta teraz w postępie geometrycznym. Tata jest duzi i Krzyś jest duzi, ale już koleżanka rówieśniczka jest mala. Ostanio z rozczarowaniem stwierdził też, że w pudełku "nie ma płiti". Uwaga: dziecko uczy się też wyrazów przez osmozę i częste powtarzanie w domu. Co jakiś czas wszyscy szukamy pilota do telewizji w komputerze, bo zmęczeni rodzice wrzucają go np. do kosza z zabawkami albo Krzyś chowa za sofę. I proszę, któregoś wieczoru dziecko podaje nam triumfalnie: "jest pilot". Oczywiście wolałabym, żeby pierwsze zdanie naszego syna brzmiało inaczej, ale cóż. Ps. i tak najśliczniejsze jest zupełnie wyraźne i z czułością: "mamusia".
poniedziałek, 15 lutego 2010
Tylko świnie siedzą w kinie
W sobotę - po raz pierwszy od urodzenia się Krzysia - wyszliśmy we dwójkę z Mirkiem do kina. Nasza niania została z wypoczętym chłopczykiem późnym popołudniem do wczesnego wieczora, żeby oszczędzić jej atrakcji związanych z karmieniem i usypianiem. Komórkę miałam nastawioną na wibracje. I wiecie co? Ta przyjemność wydaje mi się nieco przereklamowana. Odzwyczailiśmy się. Na dodatek spóźniliśmy się trochę i przepadła nasza rezerwacja, więc siedzieliśmy - o ironio losu - na pojedynczych miejscach, nie obok siebie. Poza tym oglądanie filmu to czynność, by tak rzec, osobna. Następnym razem pójdziemy może na kolację albo gdzieś, gdzie chodzi o bycie we dwoje. Ale Sherlock Holmes to bardzo fajny film. Słowo "seksowny" dobrze go opisuje, choć nie wiem, o co dokładnie chodzi: o muzykę, montaż, dialogi czy atrakcyjnych aktorów. A może to prewalentynkowe feromony. Były mąż Madonny nie był tylko mężem swojej żony.
środa, 10 lutego 2010
Dobry PR
W ubiegły piątek zadzwonił do mnie facet z lokalnego radia (z polecenia koleżanki, ale zawsze to coś:-), żebym opowiedziała na antenie o plusach i minusach internetu - w takiej sytuacji, w jakiej jestem. Zaczęłam oczywiście od plusów: że mogę pracować z domu, że piszę bloga, że zbudowałam fajną społeczność mam wokół Bawialni... Generalnie dla kogoś, kto słuchał, sama radość! Pracuję tylko dwie godziny dziennie, pieniądze płyną równym strumieniem, mam koleżanki i wychowuję samodzielnie własne dziecko. Nie powiedziałam oczywiście o tym, że średnio raz na miesiąc (PMS?) mam atak rozpaczy, że nie daję rady, jestem zmęczona, zamknięta w domu, wszyscy lekceważą gospodynię domową, nikt mnie nie kocha i nikt mi nie pomaga. Mirek się martwi, zastanawia, jak mi pomóc (spotkanie z psychologiem może dla mamusi?), a na drugi dzień jest już trochę lepiej. Ktoś zadzwoni, dostanę ciekawe zlecenie albo po prostu lepiej się wyśpię. I tak w kółko. Pomyślałam sobie, że chociaż tutaj napiszę szczerze, jak jest, żeby inne mamy w chwilach kryzysu nie myślały, że tylko one tak mają. Ps. Jak piszę mniej, to oznacza, że mam więcej pracy, na czym zyskuje moja samoocena i stan konta, więc wybaczcie:-)
wtorek, 02 lutego 2010
Kto nie umie przebywać z własnymi dziećmi
Czytałam kiedyś artykuł brytyjskiego dziennikarza, którego główna teza brzmiała tak: klasa średnia nie umie przebywać z własnymi dziećmi. Rodzice oddają je na wychowanie nianiom, a potem organizują im czas wolny tak, żeby nie spędzać go wspólnie, bo dzieci przeszkadzają im w zakupach i innych activities. Odnosił się co prawda do społeczeństwa zamożniejszego niż nasze, ale myślę, że chodzi o podobną grupę ludzi. Dziś na spacerze spotkałam znajomego chłopczyka, trzylatka, z mamą w ciąży. Wcześniej zajmowali się nim dziadkowie, którzy nie ukrywali, że dziesięć godzin z maluchem to ciężki kawałek chleba - choć opiekowali się nim we dwójkę. Mamę z chłopczykiem widziałam tylko raz, gdy przez telefon rozprawiała głośno, że mogła mieć dzieci wcześniej, a teraz, w wieku trzydziestu pięciu lat, mieć odchowane i podróżować... Takie fantazje naszej klasy średniej właśnie. Teraz mama jest w ciąży, więc pewnie na zwolnieniu opiekuje się synkiem, ale nie najlepiej im to szło; w piaskownicy (zasypanej śniegiem) zaczął wydzierać zabawkę dziewczynce i histerycznie płakać, gdy mu nie pozwalano. Mama na niego krzyczy, potem przytula, potem próbuje tłumaczyć, ale tonem sierżanta sztabowego, całuje i znowu krzyczy. Nie mogłam już patrzeć na tę psychodramę, bo Krzyś zaczął płakać do wtóru i powiedziałam: - Jasiu, tu jest huśtawka, chodź się z nami pohuśtać. Chłopczyk przestał ryczeć i przyszedł. Mama spojrzała na mnie złowrogo, jakbym obnażyła jakąś jej niekompetencję. Ale na Boga, to nie jest żadna rocket science, to pierwsze przykazanie wszystkich rodziców: - Wyje? Odwróć mu uwagę. Ciekawe, co będzie, gdy urodzi się drugie dziecko. Pewnie dziadkowie przybędą z odsieczą. Piszę o tym wszystkim dlatego, że zawsze łatwiej zająć mi cudze dziecko, a swoim jestem zmęczona, jak to u progu lutego bywa.
wtorek, 26 stycznia 2010
Potrzebujemy Superniani
Krzyś przyzwyczaił się do opiekunki, hurra! Jeszcze w grudniu udało mi się znaleźć nianię na godziny - studentkę psychologii z sąsiedniej klatki, rozwiązanie prawie idealne. Po jednym falstarcie zaczęli się razem świetnie bawić - mogę być w domu i pracować, bo dziecko nie wisi mi u nogi, a nawet wyjść do sklepu czy do dentysty. Po przerwie świątecznej Krzyś tak się ucieszył, że przyjdzie niania, aż czekał na nią pod drzwiami z nowymi zabawkami. To bardzo odświeżające dla mamy, której syn przez półtora roku nie odstępował na krok. Teraz niania ma sesję, więc znów jesteśmy sami, ale przynajmniej wiem, że to rozwiązanie tymczasowe. A ponieważ nasz syn dalej nie je i budzi się w nocy co chwilę, znów wybraliśmy się do Bardzo Dobrej Pediatry na konsultacje. Krzyś, umęczony ostatnimi wizytami u lekarzy, rozwył się zaraz po wejściu do gabinetu i nie przestał ani na chwilę przez całą godzinę rozmowy. Zirytowana pani doktor powiedziała, że dziecko mnie szantażuje i powinniśmy skonsultować się z psychologiem co do jego wychowania. Nie byłam pewna, czy to szantaż, czy rzeczywiście stres, ale wzięłam numer telefonu i umówiłam się na rozmowę - w końcu nie chcemy wejść na jakąś wychowawczą minę. A więc nie niani potrzebujemy, ale Superniani... Pani psycholog stwierdziła, że z moich opowieści wyłania się raczej obraz małego wrażliwca, przywiązanego do najbliższych, a nie histeryka, ale obiecała, że po feriach zajrzy na wizytę domową. Tymczasem dała mi ciekawe artykuły do poczytania, między innymi o tym, jak pozycja dziecka w rodzinie (jedynak, średniak, najmłodszy), determinuje jego charakter. Jeny, to straszne. Zostałam zaprogramowana jako ekstrawertyczna, ale zależna od opinii innych istota... Pani psycholog zachęciła nas też do rozwoju malucha w tych kierunkach, w których sam się opiera: skoro nie lubi brudzić sobie rączek, zachęcać go do malowania farbami i ciapania w kisielu, żeby uchronić go przed coraz popularniejszymi natręctwami u maluchów... W sumie dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy. Skąd więc u mnie ten początkowy opór przed konsultacją ze specjalistą? Jeśli sami nie potrafimy naprawić auta czy przetłumaczyć tekstu, prosimy o pomoc wykwalifikowaną osobę, a w przypadku dzieci uważamy się za wszystkowiedzących... PS. Ale na niejedzenie i niespanie nic nam nie poradziła!
piątek, 22 stycznia 2010
Podsumowanie
Moi Drodzy, mój blog zakończył już udział w konkursie na blog Roku 2009, ale uważam, że było bardzo fajnie. Znalazłam się w pierwszej trzydziestce najludniejszej kategorii, trafiłam na inne ciekawe blogi i poznałam parę świetnych blogerek:-) Dostałam mnóstwo smsów od czytelników, znajomych i przyjaciół przyjaciół - bardzo Wam dziękuję! I fantastyczny feedback - wiele z tych serdecznych zdań na długo zachowam w pamięci. Ps. Pamiętacie, jak pisałam kiedyś, że chciałabym zamienić się na życia z Zadie Smith? Dostałam od koleżanki informację, że Zadie urodziła pod koniec roku córeczkę - z komentarzem, że pewnie wiele by dała za podchowane dziecko, takie jak moje... Więc jest nam już czego zazdrościć:-) serdeczności, m
wtorek, 19 stycznia 2010
Postęp
To jest oryginalny tekst z 1955 roku. Jednak postfeministycznej gospodyni domowej żyje się dużo lepiej...
niedziela, 17 stycznia 2010
Zaproszenie
Pomyślałam, że osobom odwiedzającym po raz pierwszy mojego bloga należy się krótkie wprowadzenie. Dziennik domowy piszę już od ponad roku spędzonego głównie z moim synkiem (choć najpierw potajemnie), a sięgam w nim opowieścią jeszcze wcześniej - do ciąży i porodu. Kto zatem ma ochotę na pewną fabularność, powinien zacząć od najstarszych wpisów. Blog nosi wojowniczy tytuł Nie lekceważ gospodyni domowej, bo wydaje mi się, że wszystkie kobiety, które po macierzyńskim nie wróciły do pracy, traktowane są nieco z góry. Bardzo proszę o oddawanie głosów na mój blog w konkursie Blog Roku 2009 w kategorii "Ja i moje życie". Marzy mi się miejsce w pierwszej dwudziestce. Proszę o sms o treści A01323 na numer 7144 - można tylko raz głosować z jednego numeru, więc będę wdzięczna za rozsyłanie wici...
sobota, 16 stycznia 2010
Jak przeskoczyć blog erotyczny?
Zastanawiamy się właśnie z mężem, jak przeskoczyć blog erotyczny, który jest tuż nade mną w kategorii "Ja i moje życie". Najprościej byłoby napisać coś pikantnego, ale nic nam nie przychodzi do głowy... Jakieś sugestie? Ale bierzcie pod uwagę model "z małym dzieckiem", które budzi się zawsze, jak przychodzi co do czego... ps. Udało nam się przeskoczyć blog erotyczny - dziękujemy! - ale nadal jestem na zaszczytnym 25. miejscu z powodu przetasowań u góry. Moim marzeniem jest wejście do pierwszej dwudziestki kategorii "Ja i moje życie". Mirek mówi, że powinnam zacząć inwestować na giełdzie, tam też trzeba sprawdzać dwa razy dziennie...
czwartek, 14 stycznia 2010
Fajne blogi
Okazało się, że tematyka MATKA PISZĄCA O DZIECKU jest chyba najpopularniejsza w konkursie. Teraz, zamiast pracować, czytam inne, naprawdę dobre albo ważne blogi. Wiadomo, że nie wygram, ale może chociaż trafię na ciekawe teksty i mądrych ludzi? Można im pomóc, wysyłając smsa albo jeden procent podatku. Zobaczcie http://mateusz-potrzebuje-pomocy.blog.onet.pl/1,AR1_2008-10-28,index.html |