Blog > Komentarze do wpisu
Już nigdy nie będziesz sama – o zmianie, jaką dziecko przynosi parze

Mam taką obserwację: im dłużej jesteś singlem – albo szczęśliwym deblem – w wielkim mieście, ze względną samodzielnością finansową i wolnym czasem, tym trudniej przychodzi Ci zaakceptowanie gigantycznej zmiany, jaką jest pojawienie się dziecka w Twoim, Waszym życiu.

Kiedyś dzieci rodziły się niejako automatycznie po wkroczeniu w dorosłość ich matek i ojców; były natychmiastowym efektem inicjacji seksualnej. Jeszcze w pokoleniu naszych rodziców, dzieci najczęściej pojawiały się już na studiach albo zaraz po nich. Można powiedzieć, że dawniej dorośli nie znali samodzielnego i wygodnego życia bez potomstwa. Dziś jest inaczej: można odłożyć rodzicielstwo na bliżej nieokreślony czas i zając się innymi sprawami: pracą, hobby, dorabianiem się… Mało tego, coraz więcej osób otwarcie deklaruje, że dzieci mieć nie chce w ogóle. 

W tej sytuacji decyzja o poczęciu dziecka wydaje się nieodwracalnym przekroczeniem granicy, która dzieli nas - młodych „wygodnych” - od tych uwiązanych. Przynajmniej przez jakiś czas trzeba będzie zrezygnować z szalonych wieczorów i nieplanowanych eskapad, dzikich wakacji bez szczegółowego planu i dużych wolt decyzyjnych. Być może na zawsze.

Już nigdy nie będziesz sama – powiedziała moja mama, gdy urodził się mój syn, a ja jeszcze nie rozumiałam, co miała na myśli: otóż gdziekolwiek będę i czymkolwiek się zajmę, z tyłu głowy zawsze będzie mi towarzyszyło pytanie: - co robi moje dziecko? Czy jest bezpieczne, czy mu dobrze, wreszcie – czy nie powinnam być z nim zamiast tu?

Nawet jeśli uda nam się zorganizować czas bez dziecka, nie wyrzucimy go całkiem z pamięci. Można planować kilkudniowy wypad w góry tylko we dwoje, ale może nam go zepsuć myśl, że maluch za nami tęskni… Wcale nie jest tak, że tylko ojcowie źle się odnajdują w tej nowej rzeczywistości – to często bardziej kobietom doskwiera ten szczególny rodzaj uwiązania…

Co zrobić, żeby nie dać się frustracji i nie wspominać z nostalgią – i irytacją – dawnych, dobrych czasów? Nauczyć się żyć, podróżować i spędzać czas wspólnie ze swoim dzieckiem i czerpać z tego przyjemność. Inaczej ugrzęźniemy w wiecznym żalu za utraconą wolnością, która – w takim wymiarze, jak przed narodzinami dzieci – już nigdy nie wróci, bo zawsze będziemy martwić się nimi i tęsknić, a potem będziemy się tak samo martwić wnukami... Nasza rodzina się powiększyła – tak jak kiedyś z samotnego elektronu staliśmy się parą – i należy ten fakt zaakceptować.

czwartek, 08 lipca 2010, sanetrama